Loading...

niedziela, 29 stycznia 2012

7 Reachel

[2 dni później]

    Rękawem bluzy wytarłam kolejne wolno spływające łzy. Czuję się okropnie samotna i dobita, znowu. Wpadłam w doła [jak ja nienawidzę tego słowa], potrzebuję rozmowy, ale nie wiem z kim… zresztą i tak nie potrafiłabym o tym porozmawiać, nigdy nie potrafię nawiązać konwersacji na trapiący mnie temat. K: „Hej, jak tam u Ciebie?” J: „Dobrze, to znaczy mam ostatnio podły nastrój” K: „Czemu? Coś się stało?” J: „Nie wiem, chyba ogólnie mnie wszystko dookoła irytuje…” K: „Aaa… Ja też tak mam” i koniec gadki, niby ktoś się Ciebie dopytuje o przyczyny smutku, ale i tak to nikogo nie interesuje. Ludzie przez chwilę poudają, że ich to obchodzi, dadzą kilka typowych rad, na przykład „Nie myśl o tym tyle”, „Będzie dobrze” i sobie idą lub robią swoje, czy nie taka jest prawda? […] Podobno jestem wesoła i miła, lecz gdy tylko znajomi opuszczą mieszkanie robi mi się smutno i staję się niekiedy agresywna… przynajmniej tak było do czasu. Poznałam Nialla, Liama, Zayna, Louisa no i… Harrego, jestem autentycznie szczęśliwa. Często w ich obecności zapominam o Justinie i całej reszcie… Właśnie! O Justinie! Może to jest przyczyną wszelkich nieporozumień i problemów?

Wczoraj była u mnie Monika. Za dużo to nie rozmawiałyśmy, ja głównie się śmiałam z jej żartów na temat ŁAM GIRYekszyn, było zabawnie. Niestety moja przyjaciółka pokierowała rozmowę w tematy zauroczeń, od razy się zasmuciłam, ale chyba nie zauważyła. Wyznała mi nawet, że Zayn poprosił ją o numer telefonu, chciał z nią porozmawiać na jakiś poufny temat, lecz jeszcze nie zadzwonił. Według mnie gdyby miało już zajść coś do czegoś to Monika i Zayn bardzo pasują do siebie, bez jaj. Nigdy o tym nie myślałam tak na poważnie. Panna Alexis, to jest drugie imię Moniki, wygląda jak damska wersja  Malika. Brązowe oczy, gęste rzęsy, ciemne włosy i opalenizna. Jest inteligentna i błyskotliwa, czasem niedosłyszy, ale każdemu się zdarza. Lubi czytać, słucha dobrej muzyki, ma świetne wyczucie gustu, zupełnie jak nasz Pan Lusterko…

- Niall, hej, miałbyś może ochotę ze mną się przejść?
- Pewnie – odpowiedział delikatnie się uśmiechając. Delikatnie i niepewnie. Czułam się bardzo głupio, ta nasza ostatnia sprzeczka była zupełnie bezsensowna. Chcę wszystko naprawić, mimo że do tej pory jak na mnie i tak niewiele popsułam… Ten chłopak jest zbyt cenny dla mnie, nie powinnam popełniać takich błędów. Horan założył białe Supry i poszliśmy. – Myślałem, że jesteś na mnie obrażona – zaczął. Kurczowo ścisnęłam palce i wepchnęłam głębiej w kieszeń drżące dłonie, próbowałam ukryć swoje podenerwowanie.
-Ja Ciebie z całego serca przepraszam, przykro mi z powodu naszej ostatniej sprzeczki… To moja wina – nerwowo strzeliłam z palców, zagryzłam dolną wargę. – Jestem idiotką, wiem, że to nie wyjaśnia wszystkiego… - nie potrafię nawet ogarnąć własnego życia i myśli.
- Przestań, nie jesteś! – chwycił mnie za oba barki i potrząsnął, spojrzał mi w oczy… przynajmniej próbował, wstydziłam się pogłębić w jego wzroku, to mnie zanadto peszyło. – Reachel, czy ty masz chłopaka? – Co oni się do tego tak przypierdolili?
- Mam – odparłam bez wahania.
- To jest prawda? – naciskał na mnie. Oczywiście, że jest to prawda! Czy mu tak trudno to pojąć!? Było trzeba od razu powiedzieć, że nie mam i bym miała spokój w tym temacie.
- Po co miałabym kłamać? – westchnęłam… Odważyłam się w końcu popatrzeć mu w oczy. – Po co? – powtórzyłam. Nie miałam pojęcia dlaczego mi nie chce wierzyć… No to co, że całowałam się z Harrym… przecież to nic nie znaczy. Nikt nie pomyślał, iż może nie kocham swoje dotychczasowego chłopaka, Justina?
- Jesteś w związku, a podrywasz innych? – to pytanie dało mi do myślenia... w prawdzie byłam tego świadoma, ale usłyszenie jego z czyichś ust sprawiało, że brzmiało, jak najobraźliwsze oskarżenie. Wreszcie ktoś mi je zadał, ponownie poczułam się szmatą.
- Nie zrozumiesz tego…
- Uważasz, że jestem głupi?
- To nie tak…
- No to wyjaśnij mi, co tu gra. – Ale ja nie powinnam tego robić, chociaż w sumie Niall nikomu nie wygada. Ufam mu jak cholera. Może jednak warto zaryzykować?
- Dobrze. Powiem. Później – po tym postanowieniu naszła mnie niespodziewana ochota na imprezę. Dziką i bez ograniczeń. Nigdy ich nie lubiłam, jednak chciałabym się zabawić, odprężyć… Moja ciotka jest dziwna, więc na 100% nam pozwoli, możliwe, że osobiście wynajmie nam lokal i sama się wkręci by… podbijać szczyty. Pamiętacie? Już wam tłumaczyłam, co znaczy to pojęcie.

- Harry jest na mnie mocno zły? – zapytałam. Usiadłam na rozłożonej kanapie w moim pokoju, oparłam się plecami o ścianę i podwinęłam kolana pod brodę.
- Nie jest. Właściwie to ostatnio jakiś weselszy się zrobił… podobnie się zachowywał, gdy wyhaczył Caroline. Ej, myślisz, że z kimś kręci? – usadowił się obok mnie, położył skrzyżowane ręce pod głowę wygodnie się rozkładając.
- Nie wiem, możliwe – zagryzłam dolną wargę, zupełnie nieświadomie. Nawet nie zauważyłam kiedy poprawił mi się humor, pierwszy raz tak mocno od dwóch dni. Miałam ochotę zadać kilka pytań w tej sprawie, lecz odpuściłam sobie. Nie chcę niczego zapeszać. – A Lou, co z Louisem?
- A co ma być?
- No Eleanor z nim zerwała. Wrócili do siebie? – zdziwiła mnie niedomyślność blondiego. 
- Kto Ci takich głupot nagadał? – podniósł się z pozycji leżącej podparłszy się łokciami, wbił we mnie wzrok.
- No Harry mi mów… - zbił mnie zupełnie z patyku.
- Harry? – wtrącił, zamyślił się przez chwilę, złapał dłonią za czoło i ponownie opadł na łóżko. – No tak…
- Co? – zmarszczyłam zniecierpliwiona brwi.
- Nie, nic. Wrócili do siebie… to było dziecinne nieporozumienie – dziecinne to są te kłamstwa.
- Aha – przyjmijmy, że mu wierzę. – No kiedy ta ciotka się zwlecze do domu? – ciąg dalszy marudzenia nastąpił. Pan Horan położył swoją prawą stopę odzianą w białą skarpetę na moje kolana. – Niall…
- Tak? – przekręcił głowę w moją stronę.
- Nawet nie waż się mi się teraz pierdzieć, okej? – wypowiedziałam każde słowo wyraźnie i powoli. – Przyjąłeś i zrozumiałeś ten komunikat? – wolałam się upewnić. Jego bąki są obleśne, czasem da się przy nich wytrzymać… w końcu dla niego warto.
- No oookej – westchnął, zdjął nogę ze mnie i się przeciągnął. – A co z tym gnojem? Obiecałaś, pamiętasz? Mieliśmy go razem przerzucać - wyjechał nagle tym gnównem... Boże, daj mi cierpliwość.

[…]

Chyba trochę przysnęłam, przetarłam wierzchem dłoni sklejone powieki. Uśmiechnęłam się pod nosem, przypominając sobie urywki przyjemnego snu. Może pomińmy co mi się śniło, to powinno zostać ocenzurowane. Nie jestem jakimś zboczeńcem, ale to, co miałam przed chwilą w głowie przewyższało wszelkie moje marzenia erotyczne.
- Ciocia już jest? -  ziewnęłam, wyciągając ręce do góry. Rozejrzałam się za Niallerem, nie leżał już przy mnie.
- Przyszła pół godziny temu – podskoczyłam w miejscu przez niespodziewaną odpowiedź chłopaka. – I wiesz co? Jest ZAJEBISTA! – dosłownie oczy mu zaświeciły jak dwie latarki. – Gdy tylko mnie zobaczyła poczęstowała mnie chipsami, A co lepsze! Dała mi calutką paczkę! – stał w drzwiach z miską i uśmiechem na 3/4 twarzy. – No i chyba mogę pominąć tą część, gdy zaczęła wykład o tym, że wybrałem nie najlepsze miejsce na rozdziewiczenie ciebie… dała mi kilka interesujących wskazówek w tych tematach – szepną i zaczerwienił się.  CO?! No i weź tu zostaw kogokolwiek sam na sam z Leonardą…

[Kilka chwil później]

- A striptizerów mam wam zamówić? – puściła oczko w moim kierunku.
- CIOCIU! – jęknęłam. – No mogą być – uśmiechnęłam się ukazując białe ząbki. Szczerze mówiąc, tacy tancerze są obleśni, ale tam… to ma być impreza na całego.
- Ja tam bym wolał kobiety…
- Rozmawialiśmy już na ten temat, All – nie wiem, czy wspominałam, ale ona ma naprawdę kiepską pamięć, co do imion męskich. Damskie zapamiętuje bez problemów, ale chłopców nie… Kolejne jej dziwactwo.
- Ale to będzie NIE fair! – policzki mu sczerwieniały, może ze złości?
- Dobra, będzie bez – powiedziałam stanowczo, prostując plecy.

_____
Jestem u babci, rozdział miał być wcześniej, ale dodałam go dopiero teraz głównie przez ten wyjazd :( Wciąż tu jestem, więc nie mam za bardzo jak was WSZYSTKIE poinformować, przepraszam :(
Nie zdziwię się, jeżeli ten rozdział się spotka z jakąkolwiek krytyką, mnie się nie podoba :)
Ktoś prosił o więcej Zayna, będzie więcej, ale z czasem ♥ jednak się postarałam coś wcześniej wtrącić na jego temat.
Piszcie jeżeli chcecie być inf. przez tt pod rozdziałem (os. których nie informuję)
1D EVER


niedziela, 22 stycznia 2012

6 Reachel

[Niall z Reachel wracają z zakupów do domu Harrego & Louisa na spotkanie z zespołem]


    Szłam zamyślona, żałowałam co chwila, że w żaden sposób nie odpyskowałam wtedy tamtej smarkuli. Popamiętałaby, że do mnie nie można tak mówić, jestem za fajna. Yyy... Co ja gadam. W ogóle nie jestem fajna, jestem frajerem, idiotką, małpą i stuprocentową suką. Dokładnie. Po co mam się nad sobą użalać. Prawda czasem musi zaboleć, a ja powinnam ją sama przed sobą w końcu wygarnąć. Czuję się strasznie zdołowana i dobita, nie chce mi się żyć. Nagle powróciłam do rzeczywistości z własnych zamyśleń, poczułam dotyk dłoni Nialla na mojej. Natychmiast ją odepchnęłam. Podniosłam wzrok z naszych rąk na jego twarz, był zawstydzony, cały czerwony.
- O co ci chodzi? - natychmiast pożałowałam ostro wybrzmiałych słów, które wypłynęły mi z ust. Głos miałam jakiś dziwny i nieprzyjemny, ale nie szczędziłam go. Byłam zła, nie z powodu Horana, tylko ogólnie. - Mam chłopaka.
- Masz chłopaka - prychnął. Stanęłam wryta w miejscu.
- Coś mi sugerujesz? - splotłam ręce pod piersiami.
- Tak, dokładnie, brawo za domyślność. Mogłabyś przestać ściemniać z tym wymyślonym chłoptasiem, to się robi żałosne..
- Żałosne? - wtrąciłam się. Czułam jak krew napływa mi do twarzy, a serce bije szybciej.
- Najpierw powiedziałaś to do Harrego, gdy próbował tobie zaimponować - poderwać i przelecieć,odruchowo pomyślałam... Nie wiem czemu, ale czuję się jak dziwka, to trochę dziwne, lecz obecnie takie mam mniemanie o sobie. - Na prawdę mu się spodobałaś, ale postanowił to zignorować. Teraz znowu to samo. Masz chłopaka? Udowodnij - jego ręce całe się trzęsły, był równie zdenerwowany, co ja, ale to nie ma znaczenia.
- Nie odczuwam takiej potrzeby - odburknęłam, naprawdę okropnie się czuję.
- Skoro nie to nie, twoja sprawa, ale wiedz, że ja czekam - mruknął niewyraźnie. Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu, nie było ono niezręczne, przynajmniej dla mnie. To był czas na rozmyślenia, bo właściwie czy ja faktycznie miałam tego chłopaka? Czy Justin nim jest? Zaczynam powoli w to wątpić i się gubić... Co się ze mną dzieje?

- Harry - szepnęłam. - Co z Louisem? - nie byłam wmieszana w temat, każdy siedział sztywno, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Zerwała z Nim dziewczyna - mruknął mi do ucha, natychmiast stanęła mi przed oczami niedawna scena z blondasem. Niech mi ktoś powie, co ze mną jest nie tak. Denerwuję się bez powodu, wyżywam się na kimś, obarczam go winą, a potem tygodniami tego żałuję. Jeżeli nie jestem debilką, to kim?
- Żartujesz? Eleanor z nim zerwała? - wyrwało mi się zbyt głośno, każdy po kolei, Zayn, Liam, Niall na mnie spojrzeli, Pan Tomlinson twardo patrzył w obraz telewizora, nawet nie drgnął. Żal mi się go zrobiło.
- Wydaje mi się, że to nie jest odpowiednie miejsce na rozmowę, idziesz ze mną na taras?
- Tak, chodźmy - zdjęłam nogi z sofy i je wyprostowałam, aż zabolało, tak były uleżane.
- Jest źle - powiedział od razu, gdy zamknął szklane drzwi za sobą. - Wiesz co?
- Co? - słuchałam uważnie.
- On, ten pojebany idiota, powiedział, że go to nie rusza, że ma to gdzieś - krzyknął, nawet trochę się opluł na ustach, to było takie urocz... STOP. Pohamuj się Reachel, jesteś szczerze jebnięta.
- Nie mogę pojąć dlaczego ona z Nim zerwała...
- Ja wiem z jakiego powodu. Przeze mnie.
- Przez Ciebie? - wyszczerzyłam szczerzej oczy. Harold chwycił się za głowę i usiadł na krześle.
- Tak. Przyszła tu do mnie i powiedziała jakim pierdolonym gnojkiem jestem, że truję ich związek od początku. Ma mnie dość i nic nie jest w stanie jej wynagrodzić tego, co przeze mnie musi przeżywać - patrzył w przestrzeń nieobecnym wzrokiem. Albo to jest prawda, albo on jest znakomitym aktorem. Nie dało się również nie zauważyć ściekającej pojedynczej łzy po jego policzku, przejmował się jak diabli.
- Harry... - urwałam, a wiecie dlaczego? Dlatego, że nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Chcę go wesprzeć, ale nie mam pojęcia w jaki sposób. Strasznie mnie to zdołowało, powinnam wiedzieć, jak to zrobić.. - Najwidoczniej nie była jego warta, jebać ją. Louis znajdzie sobie lepszą, a to, że ich związek się rozpadł z pewnością nie jest twoją winą! - położyłam dłoń na jego barku, spojrzał na mnie. Oczy miał czerwone i załzawione. Serce mi pęka, gdy tak na niego patrzę. Jak czegoś nie zrobię to się załamię, nie potrafię tak bezczynnie stać. - Lou wie o tym, co Ci ona nagadała?
- Nie.
- Czemu?
- No bo nie, nie powiem mu, ty z resztą też tego nie zrobisz - zmarszczył brwi i wstał. - Nie zrobisz tego, prawda? - cofnęłam się o krok. - Proszę Ciebie - wyciągnął dłoń ku mnie, mam wrażenie, że powinnam mu to powiedzieć, ale...
- Nie powiem. - westchnęłam. Łza spłynęła mi po policzku. Sama nie wiem z jakiego powodu, być może Harold Edward Styles po tak krótkim czasie znajomości zajął dość wyjątkowe miejsce w moim sercu, może to ktoś więcej niż przyjaciel, a mniej niż chłopak. To wszystko staje się coraz dziwniejsze, nie rozumiem nawet przez co.
- Reachel... - oderwałam się od myśli i spojrzałam na chłopaka, podszedł bliżej o krok do mnie i uchwycił mój policzek, patrzył mi w oczy, a ja jemu. Serce zabiło mocniej w mej piersi, a nogi zmiękły w kolanach. "Proszę nie, nie, nie!" - krzyczałam w myślach. Loczek zbliżył swą twarz do mej, tak blisko, że zamiast dwojga oczu, widziałam jedno, piękne, zielone. Wydychał powietrze wprost w me rozwarte wargi, twarz zalało mi gorąco. To się zaraz zdarzy... Ju... Jus... Chłop... Wiedziałam, że jest coś na rzeczy, lecz za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć co. Jako pierwsza zatopiłam się w ustach Harrego, to już nasz drugi raz. Tym razem wszystko jest bez przymusu, z własnej woli, a tego boję się najbardziej... Nasza ślina się zmieszała, języki delikatnie pocierały, a wargi z tęsknotą się pieściły. Pragnienie mną zawładnęło, to było takie dzikie, nieprzyzwoite i przyjemne. Wsunęłam trzęsące się palce w kręcone włosy chłopaka, przycisnęłam go bliżej siebie, te pożądanie... nie wytrzymuję, to przejmuje nade mną kontrolę. Czułam, jak jedna jego ręka z bioder zsuwa się na pośladki, każde delikatne spotkanie naszych skór odczuwałam bardzo wyraźnie, to było niemalże erotyczne. Przejechałam na ślepo dłonią po twarzy Hazzy, roztworzyłam powieki, mrugając co chwila, on również to zrobił, lecz nie oderwał warg od mej skóry. Zjechał nimi po szczęce do szyi, obdarzając mnie porcją ciepłych pocałunków, ponownie odpływałam, to było takie magiczne, nie realne. STOP. Poczułam chłód, Harry się ode mnie odsunął, dlaczego? Miałam ochotę płakać.
- Masz chłopaka - burknął pod nosem, nawet na mnie nie spojrzał. Mam chłopaka. Oni wszyscy pewnie mają mnie za jakąś desperatkę, która sobie wmówiła, że jest w związku. Głupio mi się zrobiło, a zimno się pogłębiło. Wyprostowałam się.
- Tak, przepraszam - zakryłam dłonią usta, by się powstrzymać od płaczu. Nie mogłam. Łzy strumieniami cisnęły mi się do oczu, poderwałam si do biegu. Cała czerwona na twarzy wybiegłam z mieszkania. Co ja sobie myślałam całując go. Nienawidzę siebie! Uciekam stąd, nie chcę by ktokolwiek na mnie patrzył. Z resztą co mi tam, każdy ma wyrobione zdanie na mój temat. Jestem dziwką, mam chłopaka, a robię takie głupstwa. To już nawet nie jest śmieszne, to mnie przeraża, boję się siebie i tego, że życie moje życie zależy ode mnie.

___
Teraz mam ferie, więc będę się starała częściej pisać rozdziały i przepraszam, że są takie krótkie, mało się w nich dzieje..
Informuję te osoby, kogoś brakuje? :)

@Aanisa_A
@ComeToPoland1D
@11hb_sylwia
@VictoriaBalicka
@orangedirection
@Natalia_x333
@JuliaNowak5
@iLilly_Styles

sobota, 14 stycznia 2012

5 Reachel
- Szkoda, że nie masz psa, mogłabyś dla niego to oddać - szepnęła Monika. Na chwilę odbiegłam myślami do chytrego pyszczka Kacpra, który czychał aż mi coś spadnie na podłogę podczas gotowania. Zawsze gdy czegoś było za dużo lub było niesmaczne Kac służył pomocą i wszytsko z zacieszem pochłaniał.
- My nie posiadamy psa, ale za to mamy Nialla... - Powiedział Liam, drapiąc się nerwowo po głowie, ja wybuchłam śmiechem, a za mną cała reszta.


- Niall, powiedz mi, dlaczego wczoraj od nas odeszłeś? Było fajnie - próbowałam spojrzeć w jego rozbiegany wzrok. W głowie miałam jeszcze kilka pytań, ale po kolei.
- Musiałem wracać. Tak na prawdę to moja kuzynka mnie odwiedziła, a ja nie chciałem stracić okazji, żeby spędzić z nią czas.
- A skąd mieliście mój adres? - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Nie ważne.
- Ale ja chcę wiedzieć! - upierałam się. Nie mogę, jakie on ma piękne oczy i włosy i uśmiech i.. i.. wszystko. Stanowczo za bardzo się rozpraszam w jego obecności, mam nadzieję, że nie zdaje sobie sprawy z moich odczuć związanych z nim..
- Nie powiem Ci i już - spojrzałam na niego spode łba. - Ja też mam do Ciebie jedno pytanie.
- Okej.
- Skąd znasz Justina Biebera? - czy on wie o mnie i Justinie? Nie.. to niemożliwe.
- Nasi rodzice się znają, kiedyś podczas na kolację zaprosiliśmy rodzinę Bieberów, polubiłam się z JB i teraz jesteśmy dobrymi przyjaciółmi - kłamałam jak z nut.
- Wow, zazdroszczę tobie. Jus ma świetne włosy! - zaśmiałam się pod nosem. - Ej, głodny jestem.
- Przed chwilą jedliśmy, pamiętasz? - kopnęłam kamyk leżący na chodniku.
- Pamiętam, pamiętam, ale to było aż godzinę temu... Zróbmy razem obiad! Ty obierasz kartofle, a ja odwalę całą resztę - wyszczerzył się do mnie. Światło odbiło się od metalu na jego aparacie. Chwila, Niall ma aparat na zęby?! Znamy się już 2 tygodnie, a ja dopiero teraz zauważyłam, że Horan go nosi.
- Nie ma mowy! Mogę robić wszystko, byle nie dotykać kartofle! Wolę wywalać krowi gnój z chlewa, ale ziemniaków się nie tknę. Koniec, kropka.
- Żartujesz?
- Mówię całkowicie poważnie.
- Masz ochotę odwiedzić moich dziadków? Przyda im się pomoc gospodarska.
- Czemu nie - przyznałam. Wywalanie gówna z kanału nie jest takie złe, a smród nie jest aż tak strasznie dokuczliwy, a gdybym robiła to z Niallerem...
- I wtedy będziemy oglądali zachód słońca z naszymi dzieciakami.
- Przepraszam, co mówiłeś? - spytałam zdezorientowana, zamyśliłam się.
- Nie ważne - mruknął, w tej samej chwili mój telefon zadzwonił, Horan widocznie się rozchmurzył, tak w ogóle to mam wrażenie, że ma gorszy tydzień, jak nie jest wesoły to za chwilę marudzi i tak w koło, szału można dostać, wcale jak z babą w ciąży. - Mmm, nasza piosenka? - skinęłam twierdząco głową i odebrałam.
- Hej ciociu.
- Hej Rej [Reachel], gdzie się podziewasz laska? - ...ten rzenujący język ciotki.
- Jestem z Niallem na spacerze, a coś chcesz?
- Niall... Niall... skądś kojarzę te imię, chwilka, chwila... już sobie przypominam, to ten z Łom Firekszyn?
- Łom Firekszyn? - zaśmiałam się. - Chyba raczej z Łan Direkszyn - poprawiłam ją.
- No jakoś tak, ej, powiedz mi. Ten Louis jest wciąż wolny? Bo jak nie to wiesz..
- Ciociu! - krzyknęłam. To jest dokładnie w jej stylu, podbijanie nowych szczytów, rozumiecie? Szczytów, szczelnie otulonych materiałem spodni i strzeżonych dokładnie przez rozporek. - Z tego co mi wiadomo ma dziewczynę. Wybacz, muszę kończyć... tracę sygnał... PA!
- Kto to?
- Nie pytaj - westchnęłam. - Może chodźmy na zakupy? - zapytałam z entuzjazmem.
- Wiesz, że gdy to powiedziałaś oczy Ci się rozbłysły jak dwie latarki?
- Tak? Bo wiesz... Ja dość lubię zakupy, tak tylko troszeczkę... - wyszczerzyłam się. - Pójdziemy?
- Czemu nie - uśmiechnął się szeroko. Miał dość nierówne zęby, ale to mi nie przeszkadzało, jego uśmiech pozostawał piękny.

Stanęłam przed lustrem w krótkich szortach, białym zapinanym na guziki sweterku i brzoskwiniowej koszulce. Przyjrzałam się sobie. Długie, falowane blond włosy opadały mi na ramiona i piersi, sylwetka przeciętna, a oczy zielone jak jesienna trawa. Nóg nie miałam specjalnych, nie za krótkie, nie za długie, brzuch płaski. Nie wyglądam aż tak koszmarnie, a jednak nie podobałam się sama sobie. Nie lubię swojego wyglądu, jedyne co mogłabym zachować to moje oczy, nie chcę innych. W odbiciu zwierciadła płaskiego [lustra] widziałam podchodzącego Horana, jedną dłonią ujął moje biodro, a drugą położył mi na ramieniu. Przeszyły mnie przyjemne dreszcze, a w miejscach gdzie jego ciało stykało się z mym zrobiło się jakoś ciepło.
- Ładny zestaw, kupujesz?
- Tak, chyba tak - przyjrzałam się naszemu odbiciu po raz ostatni. - Idę się przebrać, zaraz wracam.
- Dobrze, będę czekał.
- Ej, a ty nic sobie nie kupujesz?
- Nie odczuwam takiej potrzeby. - Boże, jak ja wcześniej mogłam nie zauważyć jakie on ma piękne, niebieskie oczy. Dziwi mnie tylko, że nie ma dziewczyny, może powinnam pomóc mu poszukać drugiej polówki? Zamyślona ruszyłam ku przebieralni. Leniwie zdejmowałam sklepowe ubrania i nakładałam swoje. W radiu akurat leciał "Cryminal" Britney Spears. Lubię tą piosenkę, ale jej wykonawczyni nie za bardzo, to znaczy Britney wydaje się być w porządku, ale jej "młodzieżowe" zachowanie nie. Pchnęłam drzwi kabiny i poszłam do kasy. Zza stert ubrań widziałam już rozczochraną blond czuprynę Nialla, uśmiechnęłam się na samą myśl o nim.
- Dziwka. - Spojrzałam w bok, nikogo nie było, z tyłu też nie. Przyspieszyłam kroku, sklep był dość duży.
- Suka. - Rozglądałam się dookoła, tym razem zobaczyłam jakąś dziewczynę o czekoladowych prostych włosach.
- To było do mnie? - nie wiedziałam co bardziej odczuwam: złość, zawstydzenie, smutek czy strach. Co ja zniby zrobiłam, żeby ktoś mnie tak nazywał.
- Chyba sama tego do siebie nie powiedziałam - jej głos dosłownie ociekał jadem.
- Co Ci zrobiłam? Czego chcesz? - wyprostowałam się i sztywno śledziłam każdy jej ruch.
- Ty to najlepiej wiesz - burknęła, zjeżdżając mnie całą wzrokiem. Niall chyba zauważył z daleka niepokój na mojej twarzy, więc szybko podbiegł w naszą stronę.
- Co się dzieje? - spytał zdezorientowany, jego dłonie oplotły się wokół mych bioder.
- Nic - skłamałam, nie spuszczając wzroku z tej pojebanej zasranej zchujowanej idiotki, kurwy zasikanej. Przepraszam, na ogół się tak nie wyrażam, ale gdy mam powód jakoś mnie ponosi.
- Szmata - szepnęła, blondas aż drgnął. Czułam, że chciał zareagować, ale nie wiedział jak. Odeszła.
- Szmata? Co to miało być?
- Nie mam pojęcia, nie powinniśmy na to zwracać uwagi. Chodź, musimy zapłacić za te ciuchy - cała spięta wysunęłam się z objęcia chłopaka.

___
Ogólnie to mam zamiar wprowadzić troszkę akcji, żeby Was zbytnio nie zanudzać. BYĆ MOŻE dodam wkrótce kolejny rozdział :D
+ Jestem z siebie dumna, nie sądziłam, że ten blog dojdzie do piątego rozdziału :O Może uda mi się dobić do 10? :)xxx
POZDRAWIAM ♥ @besteeveline

niedziela, 8 stycznia 2012

4 Reachel


Zayn podszedł od razu do lustra, nie interesował się otoczeniem, Liam starał się sprzątać na bierząco po co całujących się Lou i Hazza, którzy ciągle coś  zwalają, a Niall... Czy mi się wydaje, czy on właśnie kończy jeść moje śniadanie?


- No to co porobimy? - spytałam.
- Nie wiem..
- Zróbmy nados? - zaproponował sami wiecie kto.
- Niall, kiedy indziej. Może zagramy w butelkę? - zaproponował Liam.
- Myślę, że będzie ciekawie - odparł Harry. Niezbyt chętnie się zgodziłam. - Masz jakąś pustą butelkę?
- Poczekaj zaraz poszukam - jednak nigdzie jej nie było. No trudno.
- MAM! - krzyknął Louis, wyciągają z kosza pustą, szklaną butelkę po... wódce. Moja ciotka lubi sobie czasem zaszaleć... Usiedliśmy na dywanie przed sofą w kółeczku. Po mojej lewej był Liam, a po prawej Zayn. Pachneli przepięknie, urzywają cudnych perfum. Nieoczekiwanie poczułam wibrację w kieszeni, odebrałam telefon.
- Halo?
- Wreszcie odebrałaś!
- Monika? - uśmiechnęłam się pod nosem.
- No raczej. Można do Ciebie? Trochę mi nudno samej w domu.
- Wbijaj.
- W takim razie niedługo będę! - oczami wyobraźni widziałam jej zaciesz na twarzy, gdy wejdzie do mojego salonu i zobaczy chłopów z 1D.
- Kto to? - spojrzałam na Zayna, który z nudy przysnął, opadając na moje ramię, wyglądał uroczo w takiej niewinnej pozie.
- Przyjaciółka - odparłam z uśmiechem dla Harrego, który gromił wzrokiem pochrapującego Zayna. 
- Ładna?
- Baaardzo!


Teraz była kolej Zayna, zakręcił butelką. Puste naczynie kręciło się i kręciło jakby nigdy miało nie przestać, lecz gdy to zrobiła wypadło na mnie.
- Wyzwanie czy prawda? - spytał z błyskiem w oku.
- ... wyzwanie. - byłam niepewna swych słów, bałam się tego co wymyślił. 
- Tylko się nie obraź, masz się pocałować z Haroldem - gdy otwerałam usta by zaprotestować, on przerwał mi machnięciem ręki. - Z języczkiem! - co mu odbiło? Mój wzrok powędrował w stronę loczka, chłopak delikatnie się uśmiechał. Wiedziałam, że lubi zaszaleć, ale nie sądziłam, że stanę się jego punktem rozrywki. Czułam jak gorący rumieniec zalewa mi policzki. Powloli wstałam i podeszłam kilka kroków w jego stronę. On chwycił mnie w tali, przyciągnął bliżej siebie i z łobuzerskim uśmiechem mnie pocałował. Z początku delikatnie, lecz to trwało krótko, rozsunął moje wargi i wsunął język, który natarczywie ocierał mój. Nie powiem, podobało mi się. Poczułam jak świat dookoła mnie się rozpłynął, a zawstydzenie zanikło. Do głowy dochodził cichy szmer, chyba ktoś mówił, może nawet krzyczał, że możemy już przestać, ale ani ja, ani on nie odsuwaliśmy się od siebie. Wplotłam palce w jego gęste włosy i przycisnęłam bliżej siebie. Moje zmysły się wyostrzyły, delikatne szurnięcie ręki odczuwałam bardzo wyraźnie, czerpiąc z tego sto procent przyjemności.
- Reachel?! - odskoczyłam nagle od chłopaka i rozejrzała po pomieszczeniu całkowicie oszołomiona powrotem do rzeczywistości.
- O, hej, już jesteś! - uśmiechnęłam się dziwacznie, poprawiając ubranie. - Chłopcy, to jest Monika, moja przyjaciółka. 
- Witaj, piękna dziewico - przywitali się wszyscy. W oczach Moniki widziałam radość, szczęście, zaskoczenie i odrobinę złości.
- Hej - uśmiechnęła się delikatnie. - Reachel, włącz 4fun.tv leci teraz MAMA LJUBA! [ http://www.youtube.com/watch?v=VfwQhuvFcKg&ob=av3e ] - wiem jakie moja przyjaciółka, Monika Alexis, miewa odjazdy przy tej piosence, jednak zaryzykowałam i włączyłam telewizor. Booże, jaki ten teledysk jest bez sensu, ale nawet fajny.
- Niezła jest ta w czarnych włosach - mruknął Zayn.
- Proszę Ciebie, mogłaby się trochę bardziej ogarnąć. Jak nie cycki na wierzchu, to majtki - strzeliła pocer face Monika.
- Warta uwagi - zatrzepotał rzęsami Harry.
- Tak właśnie prowadzą samochody Rosjanki - skwitowałam.
- No to wiem już po jakich szosach sie nie poruszać. - wyprostował się Liam. - W ewentualności możemy tam dotrzeć helikoterem lub samolotem. - wybuchłam śmiechem z resztą. Zaraz, zaraz. Czegoś mi tu brakuje... Tego najgłośniejszego, najśmieszniejszego śmiechu. 
- Gdzie jest Niall? 
- Wyszedł, już dawnooo! Chyba źle się poczuł i poszedł do domu coś zjeść.
- Aha. - Spojrzałam na wielki zegra z kukułką. Dochodzi szesnasta, czuję, jak zaczyna burczeć mi w brzuchu. - Ja właściwie też zgłodniałam. 
- No to ty może już idź coś zrob dla swoich gości do jedzenia, a my się tu lepiej poznamy z twoją koleżaneczką - zaporoponował Malik.
- Dziękuję za pozwolenie - odparłam. Przeszłam przez długi korytarz do wielkiej kuchni. To nie jest moje mieszkanie. Aktualnie jestem w odwiedzinach u cioci Leonardy, wiem, że to dziwne imię, takie... nie angielskie... po prsostu nietypowe, ponad tydzień temu tata z Erickiem mnie tutaj przywieźli, a sami niedawno wrócili do USA. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sos do spaghetti, ugotowałam ryż (nie makraon, ponieważ mi zbrzydł), zrobiłam mięso...
- Coś tu się przypala? - wparował nagle Harry.
- Nie, tylko robię sos do jedzenia, lubię go czasem trochę dłużej... przytrzymać na patelni.
- Aaaaha - spojrzał na mnie z ukosa, a ja wróciłam do garnków. Po chwili niespodziewanie poczułam jego dotyk na moich boidrach i brodę opartą na moim ramieniu. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze podniecenia, jednak nagle oprzytomniałam i odsunęłam od siebie Pana Styles.
- Mam chłopaka - powiedziałam szorstko , przypominając sobie o Justinie, który pewnie się teraz zabawia z Seleną. Spokojnie, Reachel. Macie umowę, on Ciebie kocha.
- Doprawdy? - spytał zadziornie.
- Tak.
- Gdy się ze mną całowałaś chyba nie myślałaś o nim - w ogóle ostatnio mało o Nim mało myślę.
- Przestań, to była tylko gra w butelkę.
- Dla mnie to było coś więcej.
- Będziesz musiał czuć się zawiedziony, bo dla mnie to był zwyczajny całus - spojrzałam hardo w jego piękne oczy, nogi ugięly mi się w kolanach i zrobiło się jakoś dziwnie gorąco. Nie potrafiłam być taka, przynajmniej dla niego. Co On takiego ma w sobie? - zastanawiałam się, aż do chwili gdy poczułam dziwny smrud. - JEDZENIE! - krzyknęłam sama do siebie. Niestety, nie udało mi się jego uratować. Będziemy głodni.
- Teraz będę musiała to wyrzucić do kosza - jęknęłam.
- Szkoda, że nie masz psa, mogłabyś dla niego to oddać - szepnęła Monika. Na chwilę odbiegłam myślami do chytrego pyszczka Kacpra, który czyhał aż mi coś spadnie na podłogę podczas gotowania. Zawsze gdy czegoś było za dużo lub było niesmaczne Kac służył pomocą i wszytsko z zacieszem pochłaniał.
- My nie posiadamy psa, ale za to mamy Nialla... - Powiedział Liam, drapiąc się nerwowo po głowie, ja wybuchłam śmiechem, a za mną cała reszta.


___
Ktoś prosił o więcej Harrego pod 2 rozdziałem, więc się o to troszkę postarałam :D
Jaaak ja nudno piszę :O Chce się Wam to w ogóle czytać?


PS. Wiem, że jest krótki, ale się spieszyłam go pisząc, bo mam dużo zadane, wiecie, jak to jest pod koniec półrocza :/